czwartek, 19 czerwca 2014

Chapter 6

          Gdy wyszłam z wanny założyłam jedynie leżącą na pralce koszulkę Freddiego. Umyłam zęby, i włosy spięłam w kuca. Byłam zmęczona tym wszystkim, dlatego poszłam spać.


           Otworzyłam oczy i od razu wstałam aby zadzwonić do Cooka. Po kilku sygnałach odebrał zaspany chłopak. :
-Halo? -powiedział ziewając.
-Cook, czy gadałeś z tamtymi ludźmi o mnie?
-Ta...Tak. Dzisiaj o 15 masz tam być. -mówiąc ponownie ziewnął.
-Em.. To nie przeszkadzam dzięki.- obok mnie nie było Freddiego, to zapewne spał znowu na swoim miejscu: kanapie. Poszłam do salonu spytać kiedy wrócił ale jego nie było.. Dziwne, lecz nie przejmowałam się tym. Jest dorosły wie co robi. Podreptałam do swojego pokoju i wzięłam tą sukienkę oraz szpilki. Poszłam do łazienki przebrałam się i umalowałam się. Zaczęłam się wolno kręcić aby obejrzeć jak wyglądam. Tamten oblech miał rację z tym że nie wiedział co we mnie faceci widzą.. Z przodu deska, z tyłu deska. Boże.. Co się ze mną do cholery dzieje?! Kochałam każdą część ciała i uważałam że jest idealna.. Teraz? Uważam to co powiedział tamten facet. Ech. Jako iż nie miałam co robić poszłam oglądać telewizję. Przełączyłam na program z wiadomościami o gwiazdach. Pisali o dziecku Rihanny, o Miley i Justinie Biebere i o blondynka zespole?! Na pasku było napisane: ''R5 załamani-śmierć rodziców''  Dlatego blondynek tak szybko uciekł.. Zrobiło mi się trochę go szkoda.. Dziwne że tak myślę ale.. Przytuliłabym go teraz jak on wczoraj. Czasami nie rozumiem siebie. Dosłownie. Wstałam i postanowiłam się przejść do parku, być może spotkam blondynka. Nie wiem czemu zależało mi na tym. Cóż. Stukając głośno szpilkami poszłam do parku. Zobaczyłam jak siedzi, próbując nie okazywać emocji. Usiadłam obok niego na ławce. Nie zwracał na mnie uwagi. Siedział i patrzył się przed siebie, jak wtedy.. Tylko wtedy nie miał spuchniętych oczu od płaczu i zgarbionej postawy.
-Cześć.. -wyjąkałam. Spojrzał się na mnie a potem znowu patrzył się przed siebie. Nie wiem co mnie wzięło ale przytuliłam chłopaka. Głowę położyłam na jego ramieniu. Zobaczyłam jak lecą z jego oczu słone łzy. Dłonią wytarłam jego mokre policzki. On siedział i był w swoim świecie. Ja natomiast nadal wtulona byłam w niego. Chłopak się ocknął, wtulił się we mnie. Zaczął płakać plamiąc mi sukienkę łzami. Olałam to.
-Czemu tu przyszłaś? -wyjąkał dławiąc się łzami.
-Telewizja.. -uśmiechnęłam się.
-Jestem ciekawy jak sobie poradzimy
-My?
-Ja i rodzeństwo... -puścił się z mojego uścisku. Rozmawialiśmy z Rossem o różnych rzeczach. Inaczej pisząc: otworzyliśmy się przed sobą. Chociaż był zdołowany, czasami się uśmiechnął. Czas mijał bardzo szybko, nim się ujrzałam za pół godziny będe miała rozmowę o pracę.
-Zaraz będę musiała iść na rozmowę.. -powiedziałam.
-Szkoda... - odpowiedział.
-Podaj mi swój numer telefonu, to powiem Ci czy dostałam pracę i w ogóle.. - wymieniliśmy się numerami telefonów, i pognałam szybko do pizzerii o której gadaliśmy z Cookiem. Weszłam do pizzerii, Cook stał i chyba na mnie czekał.
-Oto ona szefie. -pokazał na mnie palcem, uśmiechnęłam się i podeszłam.
-Dzień dobry- mężczyzna złapał za moją dłoń i musnął ją.
-Dobry, dobry. -powiedział uśmiechając się od ucha do ucha.
-To jest Effy, dziewczyna o której opowiadałem. -zapoznałam się z prawdopodobnie przyszłym szefem i poszliśmy usiąść przy stole.
-Więc tak panno. Stonem.. Więc powiedz mi czemu chcesz mieć tą pracę.
-A więc... Chce wrócić do normalnego życia, i aby do niego wrócić potrzebuje normalnej pracy. Nie opowiem panu gdzie wcześniej pracowałam  ani czemu mam nienormalne życie. To zbyt osobiste. -mówiąc położyłam nogę na nogę.
-Mhm... Byłaś kiedyś kelnerką? -pokiwałam przecząco głową. Rozmawialiśmy tak przez piętnaście minut, być może mój szef kazał mi pokazać jak chodzę i przynieść mu kawę. -Może zwariowałem, ale zatrudniam cię na okres próbny. Jutro z samego rana zaczynasz. -krzyknęłam z radości i podbiegłam do Cooka oraz wskoczyłam mu w ramiona.
-Muszę zadzwonić do kogoś. - puścił mnie, i poszłam przed pizzerię. Zadzwoniłam do blondynka.
-H...Halo? -w jego głosie była nutka czegoś dziwnego..
-Jesteś nadal w parku? -powiedziałam z "bananem" na twarzy.
-N..Nie.
-A gdzie? -po chwili ciszy,usłyszałam krzyki jakiejś dziewczyny i wołanie o pomoc. -Halo?
-Dzwońcie po pogotowie! -krzyknęła po kogoś. -Halo?! -powiedziała do słuchawki.
-Kim jesteś? -powiedziałam zaniepokojona. Dziewczyna się rozłączyła. Słyszałam jak dziewczyna krzyczała po pogotowie... Szybkim krokiem poszłam do szpitala. Gdy wchodziłam zobaczyłam jak karetka przyjeżdża. Wyjęli nosze z samochodu nosze na których leżał.. Blondynek. Miał nadgarstki w zakrwawionych bandażach. Zaczęłam krzyczeć.

Chapter 5

            -Pójdziesz ze mną do burdelu..? Sama się trochę boje... -chłopak przytaknął. Zadzwoniłam do recepcjonistki aby zapowiedziała moją wizytę. Wyszliśmy z mieszkania i szliśmy w stronę ulicy Victoria Street, trzymałam chłopaka za rękę cała wystraszona. Słyszałam co się działo gdy prostytutki zwalniały się z pracy. Gdy byliśmy w budynku poszliśmy do gabinetu szefa.
-O kogo moje oczy widzą! Effy złotko! - uśmiechnął się, pokazując przy tym złoty ząb.
-Chcę.. Odejść. -szef spoważniał i pokiwał przecząco głową.
-I myślisz że pozwolę Ci tak odejść? -facet zaczął się śmiać. -Effy zostajesz w tej robocie.
-Czy pan kurwa...-gdy chciał dokończyć Cook szef przerwał mu
-Czy ja Cię kurwa proszę o zdanie smarku? -z moich oczu poleciały łzy. -Ojej.. Jakież to przykre Effy prawdaż? Chcesz normalną robotę ale ja ci nie pozwalam się zwolnić.
-Czy.. Mogę coś zrobić aby odejść? -wyjąkałam.
-Być może... Smarku wyjdź z tąd. -Cook uśmiechnął się i pokiwał przecząco głową. -Powiedziałem wynoś się, albo zaraz Cię wyniosą ochroniarze. -spojrzałam się na Cooka i przytaknęłam by poszedł. Chłopak nie pewnie wyszedł z jego biura. -Rozbieraj się. -niepewnie rozebrałam się do naga. Facet do mnie podszedł i zaczął "zwiedzać" moje ciało. Dotykał wszystko co wydawało się dla niego podniecające. -Na biurko. -łzy poleciały mi po policzkach. Dalej wiadomo co się stało.

              Po skończeniu upokarzającego stosunku facet dodał:
-Nie wiem co widzą w tobie faceci. Jesteś wolna, ubieraj się i spieprzaj. -ubrałam się szybko i wybiegałam z płaczem. Biegłam przed siebie gdy przypadkowo wpadłam na kogoś. Gdy spojrzałam na twarz zobaczyłam blondyna, gdy on się na mnie spojrzał i chciał coś powiedzieć szybko zaczęłam biegnąć przed siebie. Usłyszałam jak woła moje imię Cook. Odwróciłam się i zobaczyłam jak za mną biegnie. Stałam i czułam się "naga". Tak szmaciłam się z każdym.. Ale jednak gdy robi się to za darmo i z szantażem jest inaczej.. Chłopak mnie przytulił i odwzajemniłam uścisk. Dalej stał blondyn który się patrzył. Rozpłakałam się jak dziecko w ramionach Cook'a.
-Zrobił to. Rozumiesz? -mówiąc wpadłam w szał i wyłam jak wilk.
-Już.. Chodź, odprowadzę Cię do domu. Powinien być już Freddy.. -przytaknęłam i wtulona w chłopaka szłam w stronę swojego domu. Czułam do siebie wstręt, nigdy tego nie czułam po stosunkach z oblechami. Gdy staliśmy pod drzwiami mojego mieszkania pożegnaliśmy się z Cook'iem i każdy poszedł w swoją stronę. Zamknęłam drzwi, i opierając się o ścianę zjechałam w dół i zaczęłam znowu płakać. Usłyszałam pukanie do drzwi, przetarłam oczy i wstałam. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam... Blondynka?!
-Cześć... -uśmiechnęłam się sztucznie. -Co tu robisz?
-Przyszedłem.. Mogę wejść? - pokazałam ręką że zapraszam i poszłam do kuchni. Wzięłam szklankę i nalałam do niej wody z kranu.
-Coś do picia? -uśmiechałam się sztucznie nadal. Chłopak pokiwał przecząco głową.
-Czemu płakałaś? -mówiąc wytarł dłonią moje mokre policzki od płaczu.
-Ech... Odeszłam... -uśmiechnęłam się lecz po chwili zaczęłam znowu płakać przypominając sobie stosunek z tym oblechem. Chłopak mnie przytulił, a ja odwzajemniłam uścisk. Położyłam głowę na torsie chłopaka. I tak staliśmy dobre parę minut. -Muszę.. Muszę się ogarnąć, rozgość się. -gdy zrobiłam kilka kroków w tył spojrzałam na brudną od mojego makijażu, i płaczu bluzkę chłopaka. -O mój boże.. Przepraszam... -wzięłam szmatkę, oblałam ją wodą i próbowałam zmyć makijaż z bluzki.
-Ej nic się nie stało wypiorę. -uśmiechnął się i zabrał ode mnie szmatkę. Poszłam do łazienki i szybko papierem toaletowym zmyłam rozmazany makijaż. Spojrzałam się w lustro i powiedziałam do siebie:
-Bezwartościowa dziwka. -mówiąc uśmiechnęłam się "słodko". Wyszłam z  łazienki i zobaczyłam jak blondyn próbuje zmyć moje arcydzieło. -Przepraszam jeszcze raz.. -Po powiedzeniu usłyszałam telefon Rossa. Chłopak odebrał.
-Halo? Tak. No.. A czemu pytasz? Słucham?! Zaraz będę. -mówiąc rozłączył się i stał przez chwilę w szoku. -Ja muszę.. -pokazał palcem na drzwi i wybiegł z mojego mieszkania jak by mu pochodnie w dupę włożył. Poszłam ponownie do łazienki, nalałam wodę do wanny rozebrałam się i weszłam. Zrelaksowana leżałam w wannie myśląc nad tym wszystkim... Może nie powinnam się zwolnić? Może wtedy bym nie musiała się szmacić z najgorszym oblechem w mieście. Po za tym.. Jak mogłam się popłakać tylko z tego powodu że się zeszmaciłam? Działo się ze mną coś dziwnego. Lecz nie wiedziałam co.

wtorek, 17 czerwca 2014

Chapter 4

          Otworzyłam oczy, i poczułam efekty uboczne mojej koleżanki morfinki, ból głowy.
-Co ja tutaj robię? Gdzie mój blondynek!- po powiedzeniu skuliłam się z bólu.
-Zadzwonił abym Ciebie zabrał, przeraził się że jesteś na haju. -powiedział obojętnie. Zaczęłam się śmiać w miarę możliwości.
-Zaprosiłam go do burdelu a on nie chciał się bzykać.-chłopak usiadł obok mnie.
-Być może chciał Cię zapoznać a nie od razu bzykać. -chłopak wyjął z małej szafeczki papierosa, zapalił i wziął bucha. Zabrałam mu fajka i sama wzięłam bucha dmuchając mu dymem w twarz. -Wiesz jak go przestraszyłaś? -wziął bucha.
-Czym niby? -wzięłam następnego bucha i tak ciągle zamienialiśmy się z chłopakiem.
-Chyba nigdy nie widział naćpanej osoby. -spojrzałam się na niego rozbawiona.
-Daj mi ciuchy! -wyciągnęłam ręce w stronę komody udając że nie dosięgam. Chłopak jak posłuszny baranek dał mi ubrania.
-Przepięknie wyglądałaś w topie i miniówce cała w siniakach naćpana. -pokazałam mu środkowy palec i zobaczyłam co mi przygotował: szarą luźną bluzkę oraz szare dresowe spodnie. Pod kołdrą się przebrałam, i z bólem głowy wstałam. -Gdzie ty idziesz? -przytrzymując się ściany poszłam do kuchni. Jako że robiłam i robię dwudniowe głodówki przez te dwa dni nic nie czułam, prócz lekkiego głodu. Lecz trzeciego dnia muszę coś zjeść. Wyjęłam deserek, wzięłam łyżkę i usiadłam przy stoliku. Po zjedzeniu zostawiłam serek i poszłam przytrzymując się ściany. Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Włączyłam MTV (tak mamy na złomie mtv) i zaczęłam oglądać po kolei teledyski. Jeden po drugim, zobaczyłam znajomą twarz. Blondynek!
-Freddy! Blondynek na mtv! -krzyknęłam przyglądając się jak chłopak śpiewa. Pierwszy raz popowa piosenka spodobała mi się.
-Co ty się tak ekscytujesz? -mówił widząc jego zespół. Uniosłam ramiona do góry że nie wiem.
-Co dziś robimy? -uśmiechnęłam się w stronę mulata.
-Idę się z spotkać z Katie. -zrobiłam zeza.
-A pomyślałeś co ja mogę porobić?! -tupnęłam nogą i skrzyżowałam ręce.
-Dużo jest roboty w domu. Możesz iść na zakupy bo pustka w lodówce. Potem posprzątałabyś. -uśmiechnął i dał mi buziaka w policzek. -Idę. Pa. -powiedziawszy wyszedł z mieszkania. Wzięłam swoją kosmetyczkę i poszłam do łazienki. Zmyłam makijaż i nałożyłam delikatniejszy niż wczorajszy oraz uczesałam włosy. Załatwiłam swoje potrzeby, wzięłam torebkę,  założyłam baletki i poszłam w stronę supermarketu. Dziwiło mnie że ludzie się na mnie nie patrzą. Gdy byłam przy sklepie wzięłam wózek i poszłam na zakupy. Wzięłam najważniejsze produkty do gotowania, i oczywiście słodycze dla Freddiego. Nie obeszło się od kupienia alkoholu oraz papierosów. Usłyszałam w markecie piosenkę blondynka zespołu. Zaczęłam pod nosem śpiewać, chodząc w kółko wkładając coraz więcej rzeczy. Zobaczyłam Cook'a, mojego "przyjaciela". Przychodzi najczęściej by się pieprzyć, lecz czasami są wyjątki i przychodzi pogadać. Pomachałam mu a on podszedł do mnie.
-No cześć mała! - musnął mnie w usta. -Jak tam życie?
-Łał! Cook'a interesuje co u mnie a nie czy mam wolny wieczór! -krzyknęłam tak że ludzie się na mnie patrzyli. Zaczęliśmy się śmiać. -A nawet. Głowa mnie boli... A u ciebie? -chłopak pogłaskał mnie po włosach.
-Znalazłem pracę! - poklaskałam w dłonie i pogratulowałam chłopakowi.
-Gdzie? - udawałam szczęśliwą.
-Robię pizze.- zazdrościłam mu że ma normalną pracę. Nie wiem czemu, przecież kocham moją! -Szukają kelnerek, więc jeśli chcesz. -pokiwałam przecząco głową.
-Pewnie mało płacą. -mówiąc zobaczyłam blondynka i jak dobrze kojarze jego zespół.
-Aż tak mało nie... No nie mów że wolisz się szmacić niż pracować w normalnej pracy? -przeczesałam ręką włosy, i patrząc się na kafelki sklepowe poważnie pomyślałam nad tym pytaniem.
-Wolę normalną pracę ale.. -chłopak krzyknął z radości i wszyscy razem z zespołem blondynka się na nas popatrzyli. -Nie wiem czy wytrzymam z taką małą sumą. To po pierwsze. Po drugie poczekaj zapłacę za zakupy i pójdziemy do mnie. -poruszyłam zabawnie brwiami. Poszliśmy do kasy, a ja obserwowałam blondynka. Chłopak wydawał się być speszony mną po wczorajszym. Tak byłam zapatrzona że nie wiedziałam kiedy Cook spakował zakupy i zapłacił.
-Królewna! Chodź już.- złapał mnie za rękę, drugą ręką trzymał zakupy i poszliśmy do mnie. Gdy staliśmy pod drzwiami wyjęłam klucze, i otworzyłam drzwi. Chłopak wszedł do mieszkania ja również. -Ale syf. -oznajmując położył zakupy,
-A więc.. Opowiedz mi o tej pracy. -usiadłam na fotelu w salonie. Opowiedział  mi wszystko, ile płacą i tak dalej. Postanowiłam zrezygnować z pracy dziwki, lecz to nie było łatwe...

Chapter 3

           Podeszłam do chłopaka i pocałowałam go w policzek, robiąc mu ślad na policzku czerwonej szminki. 
-Chodź.. -złapałam go za rękę i weszłam do mojego miejsca pracy. Podeszłam do recepcji. -Els. Daj mi klucze do mojego pokoju. -dziewczyna spojrzała się na Rossa. 
-Mm. Słodziutki. - uniosłam dwukrotnie zabawnie brwi, chłopak wydawał się być speszony. Dziewczyna dała mi klucz i poszliśmy do pokoju numer 13. Gdy weszliśmy zamknęłam drzwi na klucz. 
-A więc.. To twój pierwszy raz, czy już uprawiałeś seks? -mówiąc zdjęłam szpilki.  
-Słucham? -powiedział zaskoczony.
-Masz pieniądze prawda? - chłopak przytaknął. -Ile? 
-Tyle by starczyło na kolacje. -zaczęłam się głośno śmiać, i przedrzeźniać jego słowa. -Co Cię śmieszy? 
-Ech.. Dziewczyna zaprasza Cię pod burdel a ty myślisz że idziecie na kolacje?- na chłopaka policzkach zawitały ponownie różowe rumieńce.
-Myślałem że... - zobaczył że z torebki wyjmuje strzykawkę i narkotyk. Chłopak speszony wstał i chciał przekręcić kluczyk, lecz zobaczył że kluczyka nie ma. Podeszłam do chłopaka i zabrałam mu pasek. -Oddaj mi pasek. - gdy mówił zacisnęłam pasek na górze ręki, morfinę wlałam do strzykawki, uśmiechnęłam się w stronę chłopaka i wbiłam "ostrze" w żyłę. Powoli by czuć efekty wstrzykiwałam zawartość. Chłopak się przeraził i stał w szoku.


                                              *~* ROSS POV.


        Jej źrenice od razu się powiększyły. Śmiała się od ucha do ucha i chodziła po pokoju łapiąc "coś" w powietrzu. Po chwili podeszła do mnie i próbowała mnie pocałować. Myślałem aby skorzystać z okazji i szukać klucza.. Lecz nie wiem czemu  bałem się zostawić tu samą dziewczynę. ]
-Blondynku! Zobacz jakie to piękne! - palcem "źgała" powietrze. Chciałem się dowiedzieć gdzie mieszka i zabrać ją do jej domu. Nie chciałem by stała się jej krzywda. Wiedziałem że nie powie mi dlatego zaczełem grzebać jej w torbie. Zobaczyłem paralizator w jej torebce, i cichutko się zaśmiałem. Gdy znalazłem jej telefon, zobaczyłem w historii dzwonień jakiegoś Freddiego który ostatni raz z nią rozmawiał. Zadzwoniłem.
-Czego chcesz Effy? -mówiąc słychać było że był wkurzony.
-Hej. Słuchaj wiesz gdzie mieszka Effy? -chłopak zaśmiał się.
-A co?
-Bo.. Jak to by powiedzieć, naćpała się a nie chce jej tu zostawić.
-Gdzie jesteście. -nie chciałem się odezwać, gdyż wiem że bym był debilem dla niego bo nie korzystam. Na szczęście a może nie Effy zabrała mi telefon.
-Pan... Pan kim jest? -mówiła wesoło.
-Effy gdzie jesteś? - powiedział Freddy.
-W krainie wróżek dziwko!
-Daj mi tego chłopaka do telefonu. -dziewczyna dała mi telefon.
-Powiedz gdzie mieszka, to ją odprowadzę.
-Nie łatwiej mi powiedzieć to przyjdę po nią?
-Dobra, będziemy w parku przy Victoria Street. -rozłączyłem się, i zaczęłem szukać klucza w torebce, który okazał się dobrym miejscem szukania bo tam właśnie klucz był. Otworzyłem drzwi. wziełem jej torebkę i szpilki, złapałem ją za rękę i szybko i mało widocznie wybiegliśmy z burdelu. 
-Ale.. Mieliśmy... -mówiła dotykając mojego policzka. Trzymałem ją za rękę i poszliśmy do parku. Zobaczyłem jakiegoś chłopaka, mulata który idzie w stronę naszą. Dziewczyna zaczęła biegnąć w stronę chłopaka i wskoczyła na niego. -Freduś! Kopę lat! -chłopak zrzucił ją i zabrał ode mnie jej rzeczy. Bez żadnego słowa po zabraniu odwrócił się, złapał ją za ręke i poszli w stronę chyba ich mieszkania. Postanowiłem pójść do domu, ponieważ nie warto było tu zostać. Na przyszłość zapamiętam aby nie umawiać się pod burdelem. 

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Chapter 2

           Obudziłam się w ramionach Freddiego. Zaczęłam krzyczeć. Chłopak dopiero się budził zaczęłam go cała obolała bić drobnymi piąstkami. Chłopak się zbudził ledwo i zobaczył że śpie obok niego. Uśmiechnął się i poduszką zakrył twarz.
-Spierdalaj. -powiedziałam wstając do pozycji siedzącej. Przeciągnęłam się i wstałam. Wszystko mnie bolało. Powoli podeszłam do komody aby wyjąć jakieś ubrania. Wzięłam TEN ZESTAW, lecz po chwili mój kochany współlokator dodał:
-Przypomnę Ci o twoim stanie. -spojrzałam na niego nie wiedząc o co mu chodzi -A za co dodał Ci ten klient 50dolarów?- wzięłam głęboki oddech i zdjęłam strój. -Nie wiem co w tobie faceci widzą. Z przodu deska z tyłu deska. - po chwili zrozumiałam że jestem jedynie w bokserkach, a on tak na prawdę nie spał. Chłopak się zaczął śmiać. Szybko założyłam koszulę i założyłam ten zestaw.
-Zboczeniec. - uśmiechnął się i wstał z łóżka.
-I co rozmyśliłaś nad nową karierą? - spojrzałam się na niego poważnie.
-Mi ta kariera pasuje.- powiedziałam bardzo poważnie. -Kiedyś Ci nie przeszkadzała moja kariera!
-A teraz przeszkadza.- odpowiedział zakładając wczorajszą bluzkę.
-Tak? To wypierdalaj. Wypierdalaj!- wrzasnęłam. Chłopak przeszedł obok mnie i poszedł do kuchni. Poszłam również i wzięłam swoją torebkę. -Znajdź sobie inne mieszkanie.- mówiąc wyszłam. Szłam w stronę parku. Jak zwykle ludzie się na mnie z pogardą patrzyli. A kto by patrzył na prostytutkę miło? Przechadzając się po parku patrzyłam na innych. Na każdego po kolei i zastanawiałam się gdzie mogliby pracować. Najbardziej zwrócił moją uwagę chłopak, który siedział i patrzył się przed siebie. W ręku trzymał kartkę i długopis. Patrzyłam się na niego przez dłuższą chwile niż inni. Chłopak miał blond włosy
różowe, pełne usta i brązowe tęczówki. Stałam i patrzyłam się na niego. Intrygował mnie. Postanowiłam usiąść obok niego na ławce. Podeszłam i usiadłam obok chłopaka. Tym właśnie wybudziłam go z patrzenia przed siebie.
-Cześć. - powiedział kładąc po drugiej stronie kartkę i długopis.
-Cześć.- mówiąc położyłam nogę na nogę.
-Ross jestem.- powiedział patrząc mi się w oczy.
-Effy. -powiedziałam. -Co tam masz na kartce?- pokazałam palcem na kartkę z długopisem.
-Piosenkę. -uśmiechnęłam się i wzięłam kartkę. Cały tekst napisany o miłości.
-Pff... Nienawidzę takich piosenek.- oznajmując zgniotłam kartkę. Wstałam, uśmiechnęłam się i wrzuciłam ją do kosza. I poszłam, ruszając seksownie pupą.

-Poczekaj. -uśmiechnęłam się i odwróciłam. -Siadasz obok mnie, zapoznajesz się ze mną. czytasz moją piosenkę gnieciesz ją i tak po prostu idziesz? -przytaknęłam. -A jakiś numer telefonu coś?
-Przyjdź pod ,,Victoria Street 20A'' - chłopak chyba wiedział co to za adres bo miał skwaszoną minę. Adres prowadził do burdelu.
-Ale tam...- uśmiechnęłam się i przytaknęłam że wiem co tam jest. 
-Dziś za.... -wyjęłam telefon z torebki i zobaczyłam godzinę. -Trzy godziny. A więc do.. Do zobaczenia - znowu się odwróciłam i szłam w stronę mieszkania pewnego znajomego. Sprzedawał najlepszy towar w mieście. Gdy stałam przed blokiem przeczesałam włosy i zadzwoniłam domofonem. 
-Mmm? -usłyszałam Joe'go już w swoim świecie.
-To ja. Wpuść mnie. -usłyszałam dźwięk otwierania drzwi. Weszłam i poszłam na samą górę. Gdy chciałam zapukać otworzył mi ledwo przytomny Joe. 
-A kogo me oczy widzą..- mówiąc pogłaskał mój policzek. -Czego koleżanka chce? 
-A co proponujesz? - powiedziałam kusząco. 
-Mmm.... Morfinkę? -uśmiechnęłam się i przytaknęłam. -To szykuj kochanie tą co zawsze sumę. -wyjęłam z torebki kilkanaście dolarów i gdy Joe dał mi strzykawkę i w małym pojemniczku morfinę dałam mu pieniądze i wyszłam wkładając zakup . Zadowolona z zakupu poszłam w stronę mojego mieszkania. 



         Wyjęłam klucze z  torebki i otworzyłam drzwi. Weszłam do domu i zamknęłam drzwi. Od razu poszłam do swojego pokoju uszykować się na spotkanie. Wyjęłam kosmetyki i Wyjęłam ten zestaw ubrań. Z wszystkim poszłam do łazienki. Umalowałam się na "ostro" , założyłam swój zestaw a swoje ubrania które nosiłam położyłam na szafeczce na jutro, gdyż w ogóle nie ubrudziłam ich. Z torebki wyjęłam telefon i zobaczyłam godzinę. Nie wiem jakim cudem już dochodziła 18, czyli godzina spotkania. Uśmiechnęłam się kusząco do samej siebie, włożyłam telefon i bez słowa szybko wyszłam z mieszkania. Szłam ruszajac seksownie pupą w stronę mojej pracy. Zobaczyłam blondynka który ubrał... Garnitur?! 
Zaczęłam się głośno śmiać widząc go, on widząc że jestem skąpo ubrana zawstydził się i na jego twarzy zawitały rumieńce.



sobota, 14 czerwca 2014

Chapter 1

*OPOWIADANIE JEST PISANE PRZEZ AMATORKĘ. W OPOWIADANIU BĘDZIE DUŻO PRZEKLEŃSTW I TAK DALEJ.*


        Założyłam stringi i obcisłą sukienkę. Rękoma przeczesałam włosy, i spojrzałam się na śpiącego grubego oblecha.  Szturchnęłam go, on się obudził.
-Gdzie pieniądze?- uśmiechnął się i oblizał usta. Widział że brzydzę się go więc pokazał palcem na wielką drewnianą szafę.
-Tam leży koperta. Dziękuje za mile spędzony wieczór. - zaśmiał się i dalej poszedł spać. Nie rozumiem.. Po co schował w wielkiej szafie kopertę? Jako że zapewne garstka moich klientów to porywacze, wyjęłam ze swojej torebki paralizator. I skierowałam go w stronę szafy, drugą ręką otworzyłam szafę. Nikogo nie było. Odetchnęłam z ulgą i wzięłam kopertę. Wyjęłam pieniądze i dokładnie przeliczyłam, 300 dolarów. Uśmiechnęłam się włożyłam kopertę i "broń" do torebki i wyszłam. Szłam ''tępo'' z powodu że pan uwielbiał brutalny seks, i byłam obolała. Jednak się opłacało. Dopłacił 50 dolarów. Widziałam jak ludzie patrzyli na mnie z obrzydzeniem. Wszyscy w mieście wiedzieli o tym że mam nie zbyt normalną pracę. Gdy stałam przed drzwiami mojego mieszkania, zaczęłam szukać w torebce kluczy. Za cholerę znaleźć ich nie mogłam. Otworzył mi mój współlokator Freddy. Uśmiechnęłam się a on nawet na mnie nie patrzył się. Weszłam do mieszkania a on zamknął drzwi.
-Cześć. - powiedziałam kładąc torebkę na brudnym, poniszczonym stoliku. 
-Japierdole. Jak ty wyglądasz... - powiedział zażenowany. 
-Czego ty kurwa mać znowu chcesz?! - wrzasnęłam na niego, zdejmując szpilki. 
-Zobacz się w lustrze. -powiedział i poszedł do salonu oglądać na starym złomie jakiś serial. Poszłam do łazienki, gdzie stało jedyne lustro. Byłam cała opuchnięta i w siniakach. Usiadłam na płytkach, twarz "schowałam" w kolanach i zaczęłam płakać. Poczułam jak Freddy mnie delikatnie przytula. Po chwili wstał i nalał do wanny wodę. 
-Rozbierz się i wejdź do wanny. -mówiąc odwrócił się i wyszedł. Wstałam i zdjęłam obcisłą sukienkę i stringi i weszłam do wody. Delikatnie dłońmi przemyłam mydłem ciało. Gdy się umyłam, wstałam i wzięłam leżący obok ręcznik. Wytarłam się i zawołałam Freddie'go. Ciało zakryłam ręcznikiem.
-Dasz mi jakąś piżamę? - po chwili przyszedł trzymając ubrania na zmianę. Założyłam krótkie zielone spodenki oraz t-shirt biały. -Dziękuje.... -wyjąkałam. 
-Bardzo Cię boli? - pokazałam że tak sobie. -To dobrze. Połóż się...- uśmiechnęłam się i poszłam do swojego łóżka. 
-Czemu nie znajdziesz sobie normalnej pracy jak ja? - uśmiechnęłam się.
-Ty żeby zarobić 100 dolarów musisz się przemęczać kilka dni, tak? A ja za jedną przyjemną noc dostaję 300 dolarów. Potrzebuje pieniędzy na swoje jakieś "duperele". - głośno westchnął. 
-Effy... Zobacz co zrobił z tobą jakiś oblech...- przygryzłam dolną wargę. 
-Zrozum kurwa mać... dodał 50 dolarów...
-Kurwa Effy... -powiedział głaszcząc moje włosy. -Co powiesz swoim dzieciom gdy spytają gdzie kiedyś pracowałaś? Co zrobisz jak zapomnisz o tabletce i zajedziesz w ciąże nie wiadomo z kim?!- te słowa mnie zamurowały. Nie wiedziałam jak nawet odpowiedzieć..