czwartek, 19 czerwca 2014

Chapter 6

          Gdy wyszłam z wanny założyłam jedynie leżącą na pralce koszulkę Freddiego. Umyłam zęby, i włosy spięłam w kuca. Byłam zmęczona tym wszystkim, dlatego poszłam spać.


           Otworzyłam oczy i od razu wstałam aby zadzwonić do Cooka. Po kilku sygnałach odebrał zaspany chłopak. :
-Halo? -powiedział ziewając.
-Cook, czy gadałeś z tamtymi ludźmi o mnie?
-Ta...Tak. Dzisiaj o 15 masz tam być. -mówiąc ponownie ziewnął.
-Em.. To nie przeszkadzam dzięki.- obok mnie nie było Freddiego, to zapewne spał znowu na swoim miejscu: kanapie. Poszłam do salonu spytać kiedy wrócił ale jego nie było.. Dziwne, lecz nie przejmowałam się tym. Jest dorosły wie co robi. Podreptałam do swojego pokoju i wzięłam tą sukienkę oraz szpilki. Poszłam do łazienki przebrałam się i umalowałam się. Zaczęłam się wolno kręcić aby obejrzeć jak wyglądam. Tamten oblech miał rację z tym że nie wiedział co we mnie faceci widzą.. Z przodu deska, z tyłu deska. Boże.. Co się ze mną do cholery dzieje?! Kochałam każdą część ciała i uważałam że jest idealna.. Teraz? Uważam to co powiedział tamten facet. Ech. Jako iż nie miałam co robić poszłam oglądać telewizję. Przełączyłam na program z wiadomościami o gwiazdach. Pisali o dziecku Rihanny, o Miley i Justinie Biebere i o blondynka zespole?! Na pasku było napisane: ''R5 załamani-śmierć rodziców''  Dlatego blondynek tak szybko uciekł.. Zrobiło mi się trochę go szkoda.. Dziwne że tak myślę ale.. Przytuliłabym go teraz jak on wczoraj. Czasami nie rozumiem siebie. Dosłownie. Wstałam i postanowiłam się przejść do parku, być może spotkam blondynka. Nie wiem czemu zależało mi na tym. Cóż. Stukając głośno szpilkami poszłam do parku. Zobaczyłam jak siedzi, próbując nie okazywać emocji. Usiadłam obok niego na ławce. Nie zwracał na mnie uwagi. Siedział i patrzył się przed siebie, jak wtedy.. Tylko wtedy nie miał spuchniętych oczu od płaczu i zgarbionej postawy.
-Cześć.. -wyjąkałam. Spojrzał się na mnie a potem znowu patrzył się przed siebie. Nie wiem co mnie wzięło ale przytuliłam chłopaka. Głowę położyłam na jego ramieniu. Zobaczyłam jak lecą z jego oczu słone łzy. Dłonią wytarłam jego mokre policzki. On siedział i był w swoim świecie. Ja natomiast nadal wtulona byłam w niego. Chłopak się ocknął, wtulił się we mnie. Zaczął płakać plamiąc mi sukienkę łzami. Olałam to.
-Czemu tu przyszłaś? -wyjąkał dławiąc się łzami.
-Telewizja.. -uśmiechnęłam się.
-Jestem ciekawy jak sobie poradzimy
-My?
-Ja i rodzeństwo... -puścił się z mojego uścisku. Rozmawialiśmy z Rossem o różnych rzeczach. Inaczej pisząc: otworzyliśmy się przed sobą. Chociaż był zdołowany, czasami się uśmiechnął. Czas mijał bardzo szybko, nim się ujrzałam za pół godziny będe miała rozmowę o pracę.
-Zaraz będę musiała iść na rozmowę.. -powiedziałam.
-Szkoda... - odpowiedział.
-Podaj mi swój numer telefonu, to powiem Ci czy dostałam pracę i w ogóle.. - wymieniliśmy się numerami telefonów, i pognałam szybko do pizzerii o której gadaliśmy z Cookiem. Weszłam do pizzerii, Cook stał i chyba na mnie czekał.
-Oto ona szefie. -pokazał na mnie palcem, uśmiechnęłam się i podeszłam.
-Dzień dobry- mężczyzna złapał za moją dłoń i musnął ją.
-Dobry, dobry. -powiedział uśmiechając się od ucha do ucha.
-To jest Effy, dziewczyna o której opowiadałem. -zapoznałam się z prawdopodobnie przyszłym szefem i poszliśmy usiąść przy stole.
-Więc tak panno. Stonem.. Więc powiedz mi czemu chcesz mieć tą pracę.
-A więc... Chce wrócić do normalnego życia, i aby do niego wrócić potrzebuje normalnej pracy. Nie opowiem panu gdzie wcześniej pracowałam  ani czemu mam nienormalne życie. To zbyt osobiste. -mówiąc położyłam nogę na nogę.
-Mhm... Byłaś kiedyś kelnerką? -pokiwałam przecząco głową. Rozmawialiśmy tak przez piętnaście minut, być może mój szef kazał mi pokazać jak chodzę i przynieść mu kawę. -Może zwariowałem, ale zatrudniam cię na okres próbny. Jutro z samego rana zaczynasz. -krzyknęłam z radości i podbiegłam do Cooka oraz wskoczyłam mu w ramiona.
-Muszę zadzwonić do kogoś. - puścił mnie, i poszłam przed pizzerię. Zadzwoniłam do blondynka.
-H...Halo? -w jego głosie była nutka czegoś dziwnego..
-Jesteś nadal w parku? -powiedziałam z "bananem" na twarzy.
-N..Nie.
-A gdzie? -po chwili ciszy,usłyszałam krzyki jakiejś dziewczyny i wołanie o pomoc. -Halo?
-Dzwońcie po pogotowie! -krzyknęła po kogoś. -Halo?! -powiedziała do słuchawki.
-Kim jesteś? -powiedziałam zaniepokojona. Dziewczyna się rozłączyła. Słyszałam jak dziewczyna krzyczała po pogotowie... Szybkim krokiem poszłam do szpitala. Gdy wchodziłam zobaczyłam jak karetka przyjeżdża. Wyjęli nosze z samochodu nosze na których leżał.. Blondynek. Miał nadgarstki w zakrwawionych bandażach. Zaczęłam krzyczeć.

2 komentarze:

  1. Zajebisty rozdzial. Mam nadzieje ze ten blondynek przezyje i szybko wyzdrowieje. Ciesze sie bardzo ze Effy dostala normalna prace w pizzeri. Pozdrawiam i czekam nn :* Ania

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow. Chciał się zabić. Czekam na dalsze rozdziały ! Ciekawe co bedzie z blondynkiem i nią czy coś ich połączy. Klaudia

    OdpowiedzUsuń