poniedziałek, 16 czerwca 2014

Chapter 2

           Obudziłam się w ramionach Freddiego. Zaczęłam krzyczeć. Chłopak dopiero się budził zaczęłam go cała obolała bić drobnymi piąstkami. Chłopak się zbudził ledwo i zobaczył że śpie obok niego. Uśmiechnął się i poduszką zakrył twarz.
-Spierdalaj. -powiedziałam wstając do pozycji siedzącej. Przeciągnęłam się i wstałam. Wszystko mnie bolało. Powoli podeszłam do komody aby wyjąć jakieś ubrania. Wzięłam TEN ZESTAW, lecz po chwili mój kochany współlokator dodał:
-Przypomnę Ci o twoim stanie. -spojrzałam na niego nie wiedząc o co mu chodzi -A za co dodał Ci ten klient 50dolarów?- wzięłam głęboki oddech i zdjęłam strój. -Nie wiem co w tobie faceci widzą. Z przodu deska z tyłu deska. - po chwili zrozumiałam że jestem jedynie w bokserkach, a on tak na prawdę nie spał. Chłopak się zaczął śmiać. Szybko założyłam koszulę i założyłam ten zestaw.
-Zboczeniec. - uśmiechnął się i wstał z łóżka.
-I co rozmyśliłaś nad nową karierą? - spojrzałam się na niego poważnie.
-Mi ta kariera pasuje.- powiedziałam bardzo poważnie. -Kiedyś Ci nie przeszkadzała moja kariera!
-A teraz przeszkadza.- odpowiedział zakładając wczorajszą bluzkę.
-Tak? To wypierdalaj. Wypierdalaj!- wrzasnęłam. Chłopak przeszedł obok mnie i poszedł do kuchni. Poszłam również i wzięłam swoją torebkę. -Znajdź sobie inne mieszkanie.- mówiąc wyszłam. Szłam w stronę parku. Jak zwykle ludzie się na mnie z pogardą patrzyli. A kto by patrzył na prostytutkę miło? Przechadzając się po parku patrzyłam na innych. Na każdego po kolei i zastanawiałam się gdzie mogliby pracować. Najbardziej zwrócił moją uwagę chłopak, który siedział i patrzył się przed siebie. W ręku trzymał kartkę i długopis. Patrzyłam się na niego przez dłuższą chwile niż inni. Chłopak miał blond włosy
różowe, pełne usta i brązowe tęczówki. Stałam i patrzyłam się na niego. Intrygował mnie. Postanowiłam usiąść obok niego na ławce. Podeszłam i usiadłam obok chłopaka. Tym właśnie wybudziłam go z patrzenia przed siebie.
-Cześć. - powiedział kładąc po drugiej stronie kartkę i długopis.
-Cześć.- mówiąc położyłam nogę na nogę.
-Ross jestem.- powiedział patrząc mi się w oczy.
-Effy. -powiedziałam. -Co tam masz na kartce?- pokazałam palcem na kartkę z długopisem.
-Piosenkę. -uśmiechnęłam się i wzięłam kartkę. Cały tekst napisany o miłości.
-Pff... Nienawidzę takich piosenek.- oznajmując zgniotłam kartkę. Wstałam, uśmiechnęłam się i wrzuciłam ją do kosza. I poszłam, ruszając seksownie pupą.

-Poczekaj. -uśmiechnęłam się i odwróciłam. -Siadasz obok mnie, zapoznajesz się ze mną. czytasz moją piosenkę gnieciesz ją i tak po prostu idziesz? -przytaknęłam. -A jakiś numer telefonu coś?
-Przyjdź pod ,,Victoria Street 20A'' - chłopak chyba wiedział co to za adres bo miał skwaszoną minę. Adres prowadził do burdelu.
-Ale tam...- uśmiechnęłam się i przytaknęłam że wiem co tam jest. 
-Dziś za.... -wyjęłam telefon z torebki i zobaczyłam godzinę. -Trzy godziny. A więc do.. Do zobaczenia - znowu się odwróciłam i szłam w stronę mieszkania pewnego znajomego. Sprzedawał najlepszy towar w mieście. Gdy stałam przed blokiem przeczesałam włosy i zadzwoniłam domofonem. 
-Mmm? -usłyszałam Joe'go już w swoim świecie.
-To ja. Wpuść mnie. -usłyszałam dźwięk otwierania drzwi. Weszłam i poszłam na samą górę. Gdy chciałam zapukać otworzył mi ledwo przytomny Joe. 
-A kogo me oczy widzą..- mówiąc pogłaskał mój policzek. -Czego koleżanka chce? 
-A co proponujesz? - powiedziałam kusząco. 
-Mmm.... Morfinkę? -uśmiechnęłam się i przytaknęłam. -To szykuj kochanie tą co zawsze sumę. -wyjęłam z torebki kilkanaście dolarów i gdy Joe dał mi strzykawkę i w małym pojemniczku morfinę dałam mu pieniądze i wyszłam wkładając zakup . Zadowolona z zakupu poszłam w stronę mojego mieszkania. 



         Wyjęłam klucze z  torebki i otworzyłam drzwi. Weszłam do domu i zamknęłam drzwi. Od razu poszłam do swojego pokoju uszykować się na spotkanie. Wyjęłam kosmetyki i Wyjęłam ten zestaw ubrań. Z wszystkim poszłam do łazienki. Umalowałam się na "ostro" , założyłam swój zestaw a swoje ubrania które nosiłam położyłam na szafeczce na jutro, gdyż w ogóle nie ubrudziłam ich. Z torebki wyjęłam telefon i zobaczyłam godzinę. Nie wiem jakim cudem już dochodziła 18, czyli godzina spotkania. Uśmiechnęłam się kusząco do samej siebie, włożyłam telefon i bez słowa szybko wyszłam z mieszkania. Szłam ruszajac seksownie pupą w stronę mojej pracy. Zobaczyłam blondynka który ubrał... Garnitur?! 
Zaczęłam się głośno śmiać widząc go, on widząc że jestem skąpo ubrana zawstydził się i na jego twarzy zawitały rumieńce.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz