-Pójdziesz ze mną do burdelu..? Sama się trochę boje... -chłopak przytaknął. Zadzwoniłam do recepcjonistki aby zapowiedziała moją wizytę. Wyszliśmy z mieszkania i szliśmy w stronę ulicy Victoria Street, trzymałam chłopaka za rękę cała wystraszona. Słyszałam co się działo gdy prostytutki zwalniały się z pracy. Gdy byliśmy w budynku poszliśmy do gabinetu szefa.
-O kogo moje oczy widzą! Effy złotko! - uśmiechnął się, pokazując przy tym złoty ząb.
-Chcę.. Odejść. -szef spoważniał i pokiwał przecząco głową.
-I myślisz że pozwolę Ci tak odejść? -facet zaczął się śmiać. -Effy zostajesz w tej robocie.
-Czy pan kurwa...-gdy chciał dokończyć Cook szef przerwał mu
-Czy ja Cię kurwa proszę o zdanie smarku? -z moich oczu poleciały łzy. -Ojej.. Jakież to przykre Effy prawdaż? Chcesz normalną robotę ale ja ci nie pozwalam się zwolnić.
-Czy.. Mogę coś zrobić aby odejść? -wyjąkałam.
-Być może... Smarku wyjdź z tąd. -Cook uśmiechnął się i pokiwał przecząco głową. -Powiedziałem wynoś się, albo zaraz Cię wyniosą ochroniarze. -spojrzałam się na Cooka i przytaknęłam by poszedł. Chłopak nie pewnie wyszedł z jego biura. -Rozbieraj się. -niepewnie rozebrałam się do naga. Facet do mnie podszedł i zaczął "zwiedzać" moje ciało. Dotykał wszystko co wydawało się dla niego podniecające. -Na biurko. -łzy poleciały mi po policzkach. Dalej wiadomo co się stało.
Po skończeniu upokarzającego stosunku facet dodał:
-Nie wiem co widzą w tobie faceci. Jesteś wolna, ubieraj się i spieprzaj. -ubrałam się szybko i wybiegałam z płaczem. Biegłam przed siebie gdy przypadkowo wpadłam na kogoś. Gdy spojrzałam na twarz zobaczyłam blondyna, gdy on się na mnie spojrzał i chciał coś powiedzieć szybko zaczęłam biegnąć przed siebie. Usłyszałam jak woła moje imię Cook. Odwróciłam się i zobaczyłam jak za mną biegnie. Stałam i czułam się "naga". Tak szmaciłam się z każdym.. Ale jednak gdy robi się to za darmo i z szantażem jest inaczej.. Chłopak mnie przytulił i odwzajemniłam uścisk. Dalej stał blondyn który się patrzył. Rozpłakałam się jak dziecko w ramionach Cook'a.
-Zrobił to. Rozumiesz? -mówiąc wpadłam w szał i wyłam jak wilk.
-Już.. Chodź, odprowadzę Cię do domu. Powinien być już Freddy.. -przytaknęłam i wtulona w chłopaka szłam w stronę swojego domu. Czułam do siebie wstręt, nigdy tego nie czułam po stosunkach z oblechami. Gdy staliśmy pod drzwiami mojego mieszkania pożegnaliśmy się z Cook'iem i każdy poszedł w swoją stronę. Zamknęłam drzwi, i opierając się o ścianę zjechałam w dół i zaczęłam znowu płakać. Usłyszałam pukanie do drzwi, przetarłam oczy i wstałam. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam... Blondynka?!
-Cześć... -uśmiechnęłam się sztucznie. -Co tu robisz?
-Przyszedłem.. Mogę wejść? - pokazałam ręką że zapraszam i poszłam do kuchni. Wzięłam szklankę i nalałam do niej wody z kranu.
-Coś do picia? -uśmiechałam się sztucznie nadal. Chłopak pokiwał przecząco głową.
-Czemu płakałaś? -mówiąc wytarł dłonią moje mokre policzki od płaczu.
-Ech... Odeszłam... -uśmiechnęłam się lecz po chwili zaczęłam znowu płakać przypominając sobie stosunek z tym oblechem. Chłopak mnie przytulił, a ja odwzajemniłam uścisk. Położyłam głowę na torsie chłopaka. I tak staliśmy dobre parę minut. -Muszę.. Muszę się ogarnąć, rozgość się. -gdy zrobiłam kilka kroków w tył spojrzałam na brudną od mojego makijażu, i płaczu bluzkę chłopaka. -O mój boże.. Przepraszam... -wzięłam szmatkę, oblałam ją wodą i próbowałam zmyć makijaż z bluzki.
-Ej nic się nie stało wypiorę. -uśmiechnął się i zabrał ode mnie szmatkę. Poszłam do łazienki i szybko papierem toaletowym zmyłam rozmazany makijaż. Spojrzałam się w lustro i powiedziałam do siebie:
-Bezwartościowa dziwka. -mówiąc uśmiechnęłam się "słodko". Wyszłam z łazienki i zobaczyłam jak blondyn próbuje zmyć moje arcydzieło. -Przepraszam jeszcze raz.. -Po powiedzeniu usłyszałam telefon Rossa. Chłopak odebrał.
-Halo? Tak. No.. A czemu pytasz? Słucham?! Zaraz będę. -mówiąc rozłączył się i stał przez chwilę w szoku. -Ja muszę.. -pokazał palcem na drzwi i wybiegł z mojego mieszkania jak by mu pochodnie w dupę włożył. Poszłam ponownie do łazienki, nalałam wodę do wanny rozebrałam się i weszłam. Zrelaksowana leżałam w wannie myśląc nad tym wszystkim... Może nie powinnam się zwolnić? Może wtedy bym nie musiała się szmacić z najgorszym oblechem w mieście. Po za tym.. Jak mogłam się popłakać tylko z tego powodu że się zeszmaciłam? Działo się ze mną coś dziwnego. Lecz nie wiedziałam co.
Swietny rozdzial :))
OdpowiedzUsuń